Chciałabym się zmienić. Ja też. Ja też. Wszędzie czytamy o „dobrej zmianie”. Od jutra zacznę biegać, od jutra będę na diecie – w tym roku przeczytam 24 książki! Po dwie na każdy miesiąc. W głowie nam się to tak pięknie układa. Szkoda tylko, że nagle nam wypada:

– gorszy nastrój,

– premiera odcinka Kuchennych Rewolucji, 

– nie taki dzień jaki powinien być, 

— promocja: dwie nutelle w cenie jednej, 

 

– okres nas zaskoczył, 

– okres się spóźnia,

– za wcześnie,

– jest za późno,

– jest za ciepło,

– jest za zimno,

– [w tym miejscu wymień cokolwiek]

 

 

Chcemy się rozwijać bo to modne i ładnie wygląda na instagramie. Jednocześnie nie chcemy płacić za ten rozwój. Chcielibyśmy mieć świetną figurę nie ćwicząc i nie stosując diety. To tak jakbyś poszedł do salonu Audi i chciał zapłacić za nowe auto tylko 1/10 ceny. No nie da się tak!  Zmiana, do której dążysz zawsze powinna się rozpocząć w Twojej głowie. Dopóki Ty sam sobie tej wizji nie zainstalujesz nic to nie da. 

Sama wielokrotnie na siłowni prowadzę w głowie monolog sama ze sobą i zaczynam wmawiać sobie, że po co – kolejnej serii nie robię. Wtedy następuje krytyczny moment. Poddam się pokusie odpuszczenia sobie, albo zagryzę zęby i zrobię tą serię! Jedno Wam powiem. Zazwyczaj się nie poddaję. Wydaje mi się, że takie wewnętrzne monologi prowadzimy ze sobą za każdym razem kiedy stajemy w obliczu niewygodnej dla nas sytuacji. 

Za każdym razem kiedy rezygnujemy z poświęcenia godziny rozrywki na naukę nowej umiejętności, na aktywność fizyczną, kiedy wybieramy stawienie czoła trudnej sytuacji – hartuje nas to. Przyzwyczajamy się do pewnych rzeczy. Pamiętam, jak byłam małą dziewczynką – bałam się mówić publicznie przy obcych dzieciach. Mama wysyłała mnie na konkursy recytatorskie i jakoś z czasem przyzwyczaiłam się do uczucia tremy, która nam towarzyszy przed wystąpieniami na forum. Dzisiaj absolutnie nie mam z tym problemu, powiem więcej – polubiłam to.

Innym aspektem, który utrudnia proces wdrożenia zmian w naszym życiu, jest fakt, że my się tych zmian po prostu boimy. Aspekt zmiany w tym momencie jest dla mnie szczególnie ważnym tematem, gdyż sama stoję u progu nowej pracy. Boję się tak samo jak wszyscy w mojej sytuacji. Z drugiej strony mam świadomość,  że jesteśmy odpowiedzialni zarówno za decyzje, które podejmujemy, ale również za te, których nie podjęliśmy. Strach u mnie przed zmianą pracy jest mniejszy, niż strach przed tym jaką okazję mogę utracić na zawsze nie zmieniając jej. Czy takie podejście okaże się dobre? Zobaczymy. Na pewno zyskam na nowym doświadczeniu, które wykorzystam w moim życiu.

Jak Ty radzisz sobie ze zmianą? Kalkulujesz czy unikasz? Może wskakujesz w pełni w zmianę,  nie myśląc o konsekwencjach? Pamiętajmy o jednej sprawie. Zmiana to konsekwencja działania. Nie chcesz zmian? Nic nie rób ze swoim życiem, tylko proszę Cię – nie narzekaj, że nic się nie dzieje.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *